Niektórzy wierzą, że wejście do piekła znajduje się w wulkanach. Ja znalazłem dużo bardziej przyjazną dziurę i jakże malowniczą?.

Majowie twierdzą, że rolę tych bram stanowią cenoty (Cenotes, dzonot), czyli naturalne studnie krasowe utworzone w skale wapiennej. Miasta Majów zaczęły rozwijać się na półwyspie jukatańskim w Meksyku około 250 roku naszej ery. Pierwsze zapiski o tej kulturze natomiast, sięgają około tysiąc lat p.n.e. Ich bogatą historię warto poznać przed wyjazdem do Meksyku, skondensowana wiedza dostępna jest na wielu stronach Wikipedii.

Cenota Ik Kil z zapierającym dech widokiem, jest bardzo reprezentatywnym przykładem wyjątkowości tych miejsc.

Cenoty były dla Majów źródłem wody pitnej, czyli podstawą ich egzystencji. Nie jest dziwne zatem, że łączyli je również z wieloma kultami, wierzeniami i rytuałami. Według Majów, cenoty stanowiły siedzibę boga deszczu i wody Chaaka (w tłumaczeniu – powodujący wyrastanie). Niektóre z nich stanowiły również przejście do zaświatów – miejsca strachu, zwanego Xibalba (czyt. szibalba). W takim właśnie miejscu przyszło mi zanurkować z polską instruktorką nurkowania jaskiniowego, Gosią Pytel, mieszkającą w Tulum i prowadzącą tutaj bazę nurkową – Polish Corner.

Robiłem zdjęcia w kilka cenotach, ale ta jest wyjątkowa, z powodu swojej głębokości i zalegającym na dnie chmurom z trującego siarkowodoru. Wyobrażacie sobie, co mogły myśleć dawne ludy, spotykając tego typu ewenement? Po prostu magia. Ta magia zresztą została wykorzystana do głośnej kampanii reklamowej firmy Ballantines, która zatrudniła cały zastęp nurków i techników oraz rekordzistę świata w nurkowaniu bezdechowym, aby zrobić skomplikowaną podwodną aranżację tuż nad chmurą siarkowodoru. Zobaczcie opis autora zdjęcia o całym przedsięwzięciu.

Ja miałem trochę mniejszy budżet, a i sponsor – Garden Rangers – mniej znany, za to ambicje i zapał podobny?. Na dwudziestu kilku metrach jest dosyć ciemno, więc trzeba było sporo podbić czułość, aby złapać tło i dopalić pierwszy plan lampami. Kiedy schodziłem za Gosia w dół, nie spodziewałem się, że tak szybko zniknie pod pierzynką:).

Plum i nie ma Cię!
Na szczęście wkrótce wynurzyła się zgodnie z planem zapozowania…
..na tzw. „rakietę”.

Z mgły złowieszczo sięgały do nas łyse konary drzew. Atmosfera jest tutaj naprawdę „zaświatowa”.

Idealne miejsce na leże utopca, kto ograł Wiedźmina, ten wie;).

Zrobiliśmy kilka ujęć, Gosia cierpliwie pozowała, mając już za sobą poważną sesję zdjęciową w tych niesamowitych odmętach.

Przy powierzchni czekał na nas jeszcze krokodyl i kilka przyrodniczych ujęć na granicy cenoty i wchodzącej do niej dżungli. Może w przyszłości wrócę tu z jakimś odważnym freediverem na mroczną, fantastyczną sesję?

Wypływałem z tego miejsca z ulgą, widząc te kolorki na powierzchni.